Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 17 kwietnia 2014

Abp Wacław Depo spotkał się z przedstawicielami Instytutów Życia Konsekrowanego, Stowarzyszeń Życia Apostolskiego i Instytutów Świeckich

17 kwietnia, w Wielki Czwartek, abp Wacław Depo metropolita częstochowski spotkał się w Wyższym Seminarium Duchownym Archidiecezji Częstochowskiej z  przedstawicielami Instytutów Życia Konsekrowanego, Stowarzyszeń Życia Apostolskiego i Instytutów Świeckich.

Zobacz fotoreportaż ze spotkania tutaj

czwartek, 10 kwietnia 2014

Wspomnienie o bł. Janie XXIII

Podczas spotkanie formacyjnego naszego klubu 9 kwietnia ks. kapelan przypomniał sylwetkę bł. Jana XXIII i jego związki z Częstochową i Jasną Górą

(Bł. Jan XXIII z bp. Zdzisławem Golińskim - drugi biskupem ordynariuszem diecezji częstochowskiej w latach 1951-1963, fot. archiwum 'Niedzieli')

W 1981 roku nt. papieża Jana XXIII w "Biuletynie  KIK-u" ukazał się artykuł Zofii Kosińskiej.

Publikujemy poniżej ten artykuł dzięki życzliwości p. Gabrieli Żyły córki śp. Zofii Kosińskiej.






Droga kleryka Angelo Roncalli do świętości


Stefan Kardynał Wyszyński, Prymas Polski, po śmierci Jana XXIII napisał:
„Nasza obecność tutaj jest świadectwem wielkiej i głębokiej czci dla człowieka, który wprawdzie odszedł, ale pozostał w naszych myślach i w naszej miłości. Bóg, Dawca chwały, pozwoli wcześniej czy później, że będziemy oglądać go na Ołtarzach, jako wzór najbardziej potrzebny współczesnemu światu”.

Trudno jest pisać o człowieku wielkim i godnym czci, o którym tak wiele już napisano, aby nie powtarzać prawd wszystkim znanych. Pisząc o człowieku świętym boję się popaść w ckliwą hagiograficzną manierę, zaś oschłe podanie faktów z jego życia niewiele nam tę postać przybliży. Nie będę również opisywała jego curriculum vitae, bo jest wszystkim dobrze znane. W miarę skromnych możliwości starała się będę przedstawić jego przeżycia wewnętrzne i trudną drogę do świętości. Przewodnikiem moim w odkrywaniu jego fascynującej osobowości będą jego pamiętniki, które nazwał „Dziennikiem duszy”.

W zeszycie za trzy soldy czternastoletni kleryk Angelo Rocalli przybyły z wioski Sotto il Monte do seminarium w Bergamo zaczął spisywać swoje uwagi, spostrzeżenia, sądy i postanowienia na „drodze do wieczności”. W pamiętnikach pisanych „na gorąco” odsłonił cały proces stawania się świętym. Jako dorastający chłopiec postawił przed sobą wyraźny cel życia i zdecydowanie do niego dążył. Celem tym była świętość. Pamiętnik swej duszy pisał do końca życia.

Młodziutki Roncalli nie tylko umiał sprecyzować swój cel życia, ale posiadał wielką sztukę, mianowicie umiał nie tylko czynić postanowienia, ale z żelazną konsekwencją realizować je w codziennym życiu. Praktyczny umysł, zdrowy chłopski rozsądek wskazywał mu drogę do celu nie tylko przez doskonalenie wewnętrzne, przez kontemplację, ale i przez naukę i pracę. Uczył się pilnie, chociaż zbyt zdolnym nie był, mierne a później dobre postępy w nauce osiągał przez wielką wytrwałość i pracowitość.

Dążąc do doskonałości pilnie przypatrywał się wzorom. Wzorami tymi byli: św. Alojzy, św. Franciszek Salezy, św. Stanisław Kostka i inni święci. Naśladowanie tych świętych sprawiało mu trudności. Czuł, że w naśladowaniu innych jest coś sztucznego, nawet niemożliwego do zrealizowania. Dręczyły go te  trudności, aż zrozumiał, że jego indywidualne cechy różnią się od „wzorów”, że trzeba iść własną drogą i stworzyć własną koncepcję świętości: „Z cnót świętych muszę wybrać to, co istotne, a nie rzeczy przypadkowe. Nie jestem świętym Alojzym i nie muszę się uświęcić w ten sam, co on sposób, lecz tak, jak wymaga moje odmienne jestestwo, mój charakter i moje warunki. Nie mogę być sztywną i martwą kopią choćby nawet najdoskonalszego wzoru”.

Jako dziewiętnastoletni młodzieniec z okazji Roku Świętego 1900-go podczas rekolekcji snuł refleksje, kim jest człowiek, chrześcijanin, kleryk, jaką wartość ma ludzka dusza, co znaczy nosić w sobie obraz samego Boga. Zastanawiał się nad zagadnieniem wieczności. Budził w sobie ufność w pomoc Miłosierdzia Bożego. „Posiadam duszę! Co za dostojeństwo! Nie jestem kamieniem, rośliną, czy zwierzęciem. Jestem człowiekiem dzięki duszy. Dzięki duszy promień oblicza Boga odbija się we mnie: pamięć czyni mnie podobnym do Ojca,  rozum do Syna, a wola – do Ducha Świętego. Mało tego, dusza ludzka ma wartość nieskończoną,  ponieważ jest ceną krwi Boga. Stąd nawet dusza człowieka pierwotnego jest cenniejsza niż wszystkie bogactwa tego świata”.

W tym samym okresie  w „Dzienniku duszy” spotykamy refleksje na temat modlitwy i pracy. „Trzeba pracować z miłością, ponieważ tego żąda od nas Bóg. Prowadząc z Jezusem w Nazarecie życie ukryte, oddane modlitwie przygotowuję się do doskonalszego wypełnienia misji, która mnie czeka, misji mądrości i miłości oraz zasłużę sobie na otrzymanie od Jezusa jaśniejszej korony apostolstwa.” W zwierzeniach Angela często pojawiają się pragnienia życia ukrytego – „skromnego, cichego, dalekiego od zgiełku świata”.

W tym samym roku (1900) składa uroczystą obietnicę Sercu Jezusowemu, że Mu się poświęci bez granic. Angelo w swych rozmyślaniach doszedł do wniosku, że świętość nie jest stanem, ale dążeniem do coraz wyższej doskonałości. W imię tej prawdy nigdy nie mówił: już wystarczy, poprzestanę na dotychczasowych zdobyczach duchowych, ale starał się, by każdy dzień życia był następnym krokiem do osiągnięcia zjednoczenia z Bogiem.Uduchowienie młodego kleryka nie miało zrozumienia u ludzi. Nawet własna matka nie rozumiała syna i to było nieraz powodem cierpienia obojga.

W drodze wyróżnienia za pilność w nauce Angelo Roncalli zostaje skierowany z Bergamo na Uniwersytet św. Apolinarego w Rzymie.  Warunki tej uczelni były bardzo skromne, mieszkanie brzydkie i ponure, jedzenie liche. Te braki młody kleryk rekompensował sobie zwiedzając zabytki Rzymu, chłonąc piękno sztuki. Dziennik z tego okresu zawiera uwagi dotyczące pokus, które młodego, przystojnego kleryka osaczają. Także Angelo łapie się na uczuciu miłości własnej. Te ujemne zjawiska potrafi w sobie opanować i po walkach wewnętrznych osiąga spokój umysłu i serca. Wzywa też często Matkę Bożą i św. Józefa, swojego drugiego patrona, aby życie upływało w niewinności i było zawsze bezpieczne.

Przełomowym  wydarzeniem w życiu Angela było powołanie do wojska (1901 r.). Służba wojskowa nie była dla niego trudna, był przyzwyczajony do surowego życia, posłuszeństwa i karności. Jednak jego wrażliwa natura nie znosiła brutalności, z którą spotykał się wśród kolegów. Oderwanie od życia duchowego sprawiało mu ból. W tej sytuacji dawała mu pociechą świadomość, że musi poznać różne środowiska jako przyszły duszpasterz i powinien wiedzieć o ujemnych stronach życia.

Po odbyciu służby wojskowej wrócił na studia. Podczas częstych rekolekcji walczył z sobą, aby nie popadać w roztargnienie i lenistwo. „Potrzeba mi więcej gorliwości. Nie chodzi o to, bym spełniał rzeczy wielkie i nadzwyczajne, ale bym codziennie swoje obowiązki doskonale wypełniał, zwłaszcza, gdy chodzi o zjednoczenie z Jezusem i pamięć o Marii”.

Angelo jak prawdziwy Włoch był gadatliwy. Stara się więc o powściągliwość języka. Przede wszystkim nakłada na siebie obowiązek niewypowiadania sądów, opinii, krytyki i nieobmawiania nikogo. Wyrabia w sobie wielką zaletę dyskrecji. Dyskrecja stała się jedną z dewiz w jego życiu i dobrze mu służyła do końca jego dni.

11 kwietnia 1903 r. otrzymuje święcenia subdiakonatu. Myśli i uczucia, jakie nurtowały go w tym dniu zawarł w swym pamiętniku: „Wybacz mi, Panie, że przytłoczony, onieśmielony hojnością Twych łask, nie umiem należycie Ci podziękować. Cały ten okres Wielkanocny będzie dla mnie jednym wielkim świętem, w którym dusza moja uciszona wewnętrzną radością będzie się rozkoszowała słodyczą obcowania z Tobą.”

W zapiskach Angela pojawia się pojęcie „prawdziwej wolności”.
Wolnością jego jest możliwość wyboru właściwej drogi życiowej. „Jako nowy subdiakon
oddany oficjalnie wobec Kościoła sprawie Chrystusa, Jego służbie, poczułem całym jestestwem, czym jest prawdziwa wolność, ta święta wolność, którą On na wyjednał przez swą chwalebną śmierć i zmartwychwstanie”.

Jako subdiakon biorący udział w uroczystościach w bazylice św. Piotra obserwuje „możnych tego świata”. Widok oszałamiającego przepychu nie olśnił go ani zachwycił.
Angelo potrafi zachować dystans wobec zewnętrznego splendoru i ocenić istotną wartość człowieka. Zastanawia się nad losem biednych ludzi, których życiu powinien poświęcić więcej uwagi. W zbrataniu z maluczkimi dużą rolę odgrywa zwykła ludzka solidarność.

Angelo przypomina sobie, jak boso chodził do szkoły, a jego rodzina to ubodzy chłopi.
Wielkim wydarzeniem w życiu Kościoła i świata było ukazanie się encykliki Leona XIII „Rerum novarum”. Postępowy dziewięćdziesięcioletni  Papież ostatnie swoje spojrzenie skierował na stan robotniczy, który znajdował się w nędzy i poniżeniu. Angelo przyznaje się w swoim „Dzienniku”, że w tym czasie był jeszcze nie przygotowany do pracy duszpasterskiej wśród robotników. Hasła encykliki głęboko go poruszyły: „O, jakże kwestia społeczna, która dotyczy nie tylko spraw materialnych ale i duchowych, wszystkie dyskusje niepokojące umysły, skargi wydziedziczonych, gorączkowa praca dusz apostolskich, walki, rozczarowania i zwycięstwa, jakże to wszystko wydaje mi się godne uwagi i zainteresowania, żarliwych postanowień i czynów”.

Nowy rok akademicki 1903/1904 miał być zakończony święceniami kapłańskimi. Angelo przed tym wielkim wydarzeniem odbył dziesięciodniowe rekolekcje. Wspominając o nich w „Dzienniku” tak pisze: „Będę tym kim Pan chce, abym był. Myśl o życiu w zapomnieniu, w ukryciu, we wzgardzie u ludzi, znanym jedynie Bogu, jest niewątpliwie przykra i miłość własna przed tym się wzdraga. A jednak nigdy nie dokonam tego, czego Bóg ode mnie oczekuje, dopóki takie życie nie stanie się nie tylko dostępne, ale drogie i pożądania godne, choćbym się miał do tej myśli przymusić…”. „Jak mogę myśleć o jutrze, o pracy dyplomowej, o doktoracie, o tylu innych głupstwach, kiedy Bóg nie zagwarantował mi nawet dnia dzisiejszego, a co dopiero dalszych? Muszę spełnić jak najgorliwiej to wszystko, czego Bóg ode mnie w danej chwili żąda i Jemu powierzyć troskę o przyszłość. Muszę oswoić się z myślą o śmierci, bowiem ona jest mistrzynią życia. Będę się wystrzegał przywiązania do czegokolwiek, nawet do drobiazgów przez wzgląd na dzień, w którym będę zmuszony to wszystko opuścić, a sam będę opuszczony przez wszystko i wszystkich”.

W „Dzienniku duszy” kryją się nieprzebrane skarby miłości do Boga i bogactwa życiowej mądrości. Nie jestem w stanie opisać całego procesu doskonalenia się tego wielkiego człowieka, gdyż ramy niedużego artykułu  nie pozwalają mi na to. Reasumując przytoczę z pamiętnika osiemdziesięcioletniego już starca – wielkiego Papieża Jana XXIII.

W dniach 10-15 sierpnia 1961 r. w Castel Gandolfo, w oderwaniu od wszelkich wiadomości i zajęć, robiąc jakby generalny rachunek sumienia tak napisał: „Ze wzruszeniem powracam myślą do dnia moich święceń 1904 r.w kościele Santa Maria in Monte Santo. Dusza raduje się z ogromu łask Bożych, a jednocześnie czuję się upokorzony z małego wysiłku”.  (Siły żywotne Jana XXIII były tak wielkie, że nie czuł ciężaru swoich gigantycznych prac). A dalej wspomina: „Kiedy w dniu 28 października 1958 r. kardynałowie Świętego Kościoła Rzymskiego powierzyli mi, choć miałem już wtedy 77 lat, odpowiedzialność za rządy w Owczarni Chrystusowej, mniemano powszechnie, że będę papieżem tymczasowym, przejściowym. Ja natomiast stoję już u progu czwartego roku pontyfikatu i mam przed sobą perspektywę potężnego programu do zrealizowania w obliczu całego świata, który patrzy i oczekuje. Osobiście jestem w położeniu św. Marcina, który śmierci się nie lękał ani żyć się nie wzbraniał. Muszę być jednakowo gotowy na śmierć jak i na życie długie, jakiego Panu spodoba się udzielić. Na wszystko zawsze odpowiem – tak. U progu 80-ciu lat muszę być przygotowany i na śmierć i na życie, a obu przypadkach muszę dbać o własne uświęcenie. Skoro wszyscy nazywają mnie Ojcem Świętym uważając, że to jest główny mój tytuł, muszę i chcę nim być naprawdę”.



Zofia Kosińska


Częstochowa, w maju 1981 r.




Ojcowie Kościoła i pisarze starożytności chrześcijańskiej: św. Justyn, filozof i męczennik

„Ojcowie Kościoła i pisarze starożytności chrześcijańskiej” - to tematyka spotkań formacyjnych w częstochowskim Klubie Inteligencji Katolickiej, które odbywają się w każdą trzecią środę miesiąca w kaplicy domu parafialnego przy parafii św. Jakuba Apostoła w Częstochowie. Każde spotkanie rozpoczyna się Mszą św. o godz. 18.00
Cykl wykładów głosi ks. Mariusz Frukacz, redaktor tygodnika katolickiego „Niedziela” i kapelan KIK-u częstochowskiego. Prelegent, obok biogramów Ojców Kościoła przybliża także ich myśl teologiczną. Konferencje oparte są m. in. na katechezach papieża Benedykta XVI.
Kolejne spotkanie, które odbyło się wyjątkowo 9 kwietnia dotyczyło św. Justyna, filozofa i męczennika.






(św. Justyn, filozof i męczennik, fot. santiebeati.it)

Katecheza Benedykta XVI o  św. Justynie zobacz tutaj


środa, 9 kwietnia 2014

Na rekolekcjach w "Niedzieli"




Pracownicy, redaktorzy i dziennikarze „Niedzieli” uczestniczą w dniach 9 - 11 kwietnia w rekolekcjach wielkopostnych, które w siedzibie tygodnika w Częstochowie prowadzi ks. prof. dr hab. Zenon Uchnast wieloletni wykładowca psychologii na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Tematem rekolekcji jest „Wdzięczność i wzajemność”.



W rekolekcjach obok pracowników redakcji „Niedzieli” biorą udział również członkowie częstochowskiego Klubu Inteligencji Katolickiej.